
14 kwietnia 2026 r. w Parlamencie Europejskim w Brukseli odbędzie się zamknięta debata wysokiego szczebla „Level Playing Field in E-commerce: Strengthening the Single Market and EU Digital Sovereignty”.
Tematyka dyskusji będzie poświęcona zagadnieniom wyrównania zasad konkurencji w e-commerce, skuteczności egzekwowania unijnych regulacji oraz wzmocnieniu jednolitego rynku UE. To ważna dyskusja dla sektora działającego na rynku liczącym 450 mln konsumentów i 26 mln firm w UE, przy czym sam europejski handel detaliczny obejmuje 5,5 mln przedsiębiorstw i prawie 30 mln miejsc pracy. Rosnący napływ towarów spoza Unii, wymagania w zakresie odpowiedzialności platform sprzedażowych oraz bariery, z którymi nadal mierzą się europejskie firmy działające w modelu cross-border – to czynniki hamujące rozwój branży stanowiącej istotny segment europejskiej gospodarki.
Jak pokazują dane e-Izby i KPMG chińskie platformy w ciągu ostatnich 12 miesięcy sprzedały w Polsce towary za 11,6 mld zł. To oznacza niezrealizowane przychody polskiego handlu na poziomie nawet 8,8 mld zł rocznie. W UE aż 65 proc. przesyłek o niskiej wartości ma celowo zaniżoną wartość deklarowaną, a znaczna ich część trafia do europejskich konsumentów przez holenderskie huby logistyczne. Tym samym wartość dodana z obsługi celnej zostaje w Niderlandach, a koszty fiskalne i konsumenckie ponoszą kraje takie jak Polska. Liczę, że wysłuchane zostaną nasze postulaty, by wdrożyć rozwiązania przeciwdziałające negatywnym zjawiskom rynkowym, pozwalające wzmacniać potencjał europejskich firm.
– mówi Mateusz Pycia, prezes zarządu Globkurier, który wraz z reprezentantami E-Izby (Izba Gospodarki Elektronicznej) weźmie udział w debacie.
Dziś jednym z najważniejszych wyzwań dla europejskiego e-commerce jest brak realnie równych zasad konkurencji. Firmy działające w Unii Europejskiej ponoszą koszty związane z bezpieczeństwem produktów, ochroną środowiska, podatkami i zgodnością z regulacjami. Jednocześnie na rynek trafiają towary spoza UE, które w praktyce nie zawsze podlegają takiej samej kontroli i obowiązkom, jak towary produkowane w krajach wspólnoty. To tworzy wyraźną nierównowagę.
Duże znaczenie mają również luki w systemie celno-podatkowym, zwłaszcza w obszarze przesyłek o niskiej wartości. W efekcie część globalnych platform buduje przewagę cenową nie dlatego, że działa sprawniej, ale dlatego, że korzysta z różnic w egzekwowaniu przepisów. Dla europejskich sprzedawców oznacza to dodatkową presję kosztową i trudniejsze warunki konkurowania.
Nowa opłata może nie być skutecznym narzędziem
Od 1 lipca 2026 roku zacznie obowiązywać opłata w wysokości 3 euro od przesyłki, która obejmie paczki wysyłane bezpośrednio spoza Unii Europejskiej do konsumentów w krajach wspólnoty. Rozwiązanie może nie być wystarczające, z uwagi na kroki podejmowane przez chińskie platformy. Na przykład Temu od ponad roku rozwija sieć magazynów w Europie, stopniowo przechodząc na model importu hurtowego. W praktyce oznacza to, że sprowadzane za jej pośrednictwem towary, po odprawie celnej na granicy UE np. w Rotterdamie, mogą być dalej rozprowadzane na rynku europejskim bez dodatkowej opłaty od pojedynczej przesyłki.
W efekcie nowe rozwiązanie może silniej uderzyć w mniejszych sprzedawców niż w platformy, które mają kapitał potrzebny do budowy własnego zaplecza fulfillmentowego w Europie.
– komentuje prezes Globkurier.
Z punktu widzenia rynku problemem nie jest też wyłącznie sam kształt regulacji, a przede wszystkim ich skuteczne egzekwowanie. Jeżeli system kontroli nie nadąża za skalą importu, do obrotu trafiają produkty, które nie spełniają unijnych standardów jakościowych, środowiskowych czy bezpieczeństwa. To uderza zarówno w konsumentów, jak i w firmy działające zgodnie z prawem, które w odróżnieniu od części konkurentów ponoszą związane z tym koszty.
Niestety w zgodnej opinii ekspertów wciąż także widać, że jednolity rynek europejski w praktyce dla wielu firm jednolity pozostaje jedynie z nazwy. Sprzedaż cross-border nadal wiąże się z barierami administracyjnymi i proceduralnymi, które utrudniają skalowanie działalności, szczególnie mniejszym podmiotom.
Z perspektywy branży potrzebne są dziś przede wszystkim trzy rzeczy: ograniczenie luk w systemie celno-podatkowym dla przesyłek spoza UE, większa odpowiedzialność platform sprzedażowych za produkty oferowane przez podmioty trzecie oraz uproszczenie procedur wewnętrznych. Europejski e-commerce nie oczekuje specjalnego traktowania, a zapewnienia warunków, w których wszyscy uczestnicy rynku będą działać według porównywalnych zasad. Mamy wystarczający potencjał by stać się mocnym graczem. Jednak w warunkach nierównej konkurencji jesteśmy na gorszej pozycji, co jest szkodą dla gospodarek i obywateli.
– komentuje Mateusz Pycia, prezes zarządu Globkurier, partnera logistycznego wspierającego firmy w organizacji krajowych i międzynarodowych dostaw.
Kluczowe znaczenie będzie miało to, co wydarzy się po 2028 roku
To właśnie na ten rok zapowiedziane jest wejście w życie Nowego Kodeksu Celnego, który powinien objąć platformy marketplace mechanizmem tzw. deemed importer. Zgodnie z nim zostałyby one prawnie uznawane za importerów towarów.
Taki mechanizm sprawiłby, że obowiązek naliczania i odprowadzania cła oraz VAT już w momencie sprzedaży spoczywałby na platformach, a nie na anonimowym sprzedawcy z Chin czy polskim konsumencie. Po ich stronie znalazłaby się również odpowiedzialność za to, czy oferowane towary spełniają normy obowiązujące w UE. Bez tego sama opłata od przesyłki nie wyrówna warunków konkurencji, a może nawet przyspieszyć konsolidację rynku wokół chińskich gigantów, ze szkodą dla europejskich MŚP.
– tłumaczy prezes Globkurier.
W ocenie Globkuriera stawką tej dyskusji nie są wyłącznie warunki konkurencji, ale szerzej – tempo rozwoju europejskiego handlu, bezpieczeństwo konsumentów i odporność rynku na dalsze zaburzenia. Oznacza to, że brak zmian będzie miał konsekwencje wykraczające poza sam sektor e-commerce.
Brak skutecznego wdrożenia tych zmian będzie oznaczał dalszą erozję europejskiego handlu detalicznego i postępujący odpływ przychodów do podmiotów, których przewaga cenowa wynika nie z efektywności, lecz z luk regulacyjnych. Dla polskiej gospodarki stawką są miliardy złotych niezrealizowanych przychodów sektora handlu, a także miejsca pracy, wpływy podatkowe i suwerenność konsumencka. Rynek, na którym co drugi dorosły Polak kupuje na platformie spoza UE, niepodlegającej kontroli w tym samym stopniu co platformy europejskie, to rynek de facto pozbawiony zdolności do ochrony własnych obywateli i firm.
– podsumowuje Mateusz Pycia.
Źródło: Globkurier










