Brytyjskie sklepy chcą wrócić do gry w UE dzięki polskiej logistyce
- Oprac. M.T.
- Kategoria: Logistyka
Brexit dla brytyjskiego e-commerce przestał być tematem politycznym. Dziś tamtejsze sklepy internetowe liczą jego skutki: wydłużony czas dostawy, wyższy koszt realizacji zamówienia, problemy ze zwrotami. Dodatkowo klienci w Unii coraz częściej porównują zakupy z doświadczeniem, które narzuciły globalne platformy marketplace, w tym gracze z Azji, podnosząc poprzeczkę w zakresie szybkości i wygody. Jeśli brytyjskie sklepy chcą rosnąć w UE, muszą przestawić się z modelu „wysyłamy z UK” na model „operujemy w Unii” i odzyskać tempo oraz kontrolę kosztów.
Po rozmowach odbywających się na Savant Event London 2026, prestiżowej konferencji skupiającej sektor e-commerce można odnieść wrażenie, że Brexit słono kosztował tamtejszy handel internetowy. I co ważne, Polska nie jest już alternatywą, ale docelowym partnerem brytyjskich marek w UE. Wynika to z pięciu konkretnych powodów.
Po pierwsze, czas dostawy decyduje o sprzedaży
Wcześniej liczyła się głównie cena. Dziś pierwszym filtrem jest termin doręczenia i jego powtarzalność. Dostawy z Wielkiej Brytanii do UE potrafią być nawet o 4 dni dłuższe niż przed Brexitem, co przy obecnych standardach rynku działa na niekorzyść brytyjskich marek, zwłaszcza gdy klient ma alternatywy od ręki.
Po drugie, koszt transgraniczny rośnie szybciej niż marża
Firmy coraz częściej kalkulują logistykę nie jako stawki, tylko pełny koszt obsługi zamówienia, łącznie z błędami, reklamacjami i zwrotami. Koszty obsługi cross-border potrafią być wyższe nawet o 30–50% względem realizacji wewnątrz Unii. To sprawia, że decyzje logistyczne trafiają na poziom zarządów i stają się elementem strategii, a nie zakupów operacyjnych.
Po trzecie, zwroty to nowy front konkurencji
W wielu kategoriach zwrot jest częścią doświadczenia zakupowego. Jeśli trwa zbyt długo lub jest drogi, obniża konwersję i wartość klienta. A zwroty obsługiwane na trasie UE–UK mogą wydłużać cały proces nawet do 14 dni. To różnica, która w praktyce potrafi przesądzić o tym, czy marka jest w stanie skalować sprzedaż w Unii.
Po czwarte, marketplace wymaga żelaznej realizacji
Marketplace’y nadal są kanałem wzrostu, ale premiują stabilność: terminowość, jakość kompletacji, dostępność towaru i sprawne zwroty. Dlatego firmy nie szukają dziś wyłącznie przewoźnika, tylko partnera, który utrzyma standard realizacji w skali, także w szczytach sezonu, i ograniczy ryzyko operacyjne, które przekłada się na wyniki sprzedaży.
Po piąte, operacje w UE
Z perspektywy brytyjskich marek Polska coraz częściej pojawia się jako logiczny wybór operacyjny dla UE, bo pozwala skrócić łańcuch dostaw, poprawić przewidywalność oraz łączyć obsługę wielu rynków z jednego punktu. Do tego dochodzi skala naszego rynku magazynowego który przekracza 35 mln mkw. nowoczesnej powierzchni, co w praktyce wspiera szybkie uruchamianie i skalowanie projektów.
Źródło: Fulfilio