Idea ta, lokująca się wtedy niemal w świecie fantazji, wraz z rozwojem techniki zaczęła przeradzać się w coś realnego. Komputer stał się bowiem narzędziem powszechnego użytku, a pracy w bibliotekach nikt nie wyobraża już sobie dzisiaj bez skanerów, drukarek i stałego dostępu do Internetu. W "nowej", zautomatyzowanej bibliotece, pozostały te same mury, magazyny nadal są zapełniane książkami, pracuje większość tych samych ludzi. Ale przed bibliotekami stają inne, niż 15 – 20 lat temu zadania i zakres oferowanych usług. Julia Szczygłowska z Biblioteki Głównej Politechniki Częstochowskiej słusznie stwierdza, że ewolucja biblioteki postępuje w kierunku instytucji hybrydowej, łączącej tradycyjne modele udostępniania zbiorów drukowanych z powszechniejszymi materiałami w formie cyfrowej: dokumentów, baz danych, czasopism elektronicznych działających w oparciu o komputery i sieci komputerowe. Biblioteka nie istnieje dla samej siebie, lecz dla czytelników i dzięki czytelnikom. Odpowiedź na pytanie: czego oni od niej oczekują w zmieniającej się rzeczywistości rozwoju technologii, nie może, a musi wyznaczać kierunek działania instytucji. To od badania oczekiwań użytkowników i poziomu uzyskanej z ich realizacji satysfakcji powinien być uzależniony zakres usług bibliotecznych oraz wprowadzanie na jej grunt innowacji, także technicznych.
Obserwując dzisiejszych studentów można skonstatować, że chcą oni docierać do zbiorów szybko i łatwo. W natłoku zajęć nie mają czasu na mozolne studiowanie w czytelni i zbyt długie oczekiwanie na zamówione pozycje. Skryptów, książek, czasopism wykorzystywanych do pisania najróżniejszych prac zaliczeniowych, licencjackich, magisterskich potrzebują natychmiast. Czytelnicy biblioteki z powodu niedostatecznej informacji czasem w ogóle nie wiedzieli, co w jej murach jest najatrakcyjniejszego. Jakie zbiory są jej chlubą, jakie zbiory kupuje. Oczywiście, chodzi tu głównie o bogactwo zbiorów specjalnych, do których dostęp w niektórych bibliotekach jest często utrudniony ze względu na unikalny charakter tych dzieł czy dokumentów, a nieliczne informacje o nich można było dotychczas odnaleźć jedynie w informatorach i przewodnikach. Mimowolnie rodzi się pytanie: po co bibliotece owe zbiory, skoro potem trzymane są w pilnie strzeżonych magazynach i sejfach, skrywane przed wzrokiem czytelników?










