Baner reklamowy Łukasiewicz - Poznański Instytut Technologiczny - Weryfikacja kodów i etykiet logistycznych. Sprawdź
baner reklamowy ETLOG - Profesjonalne etykiety logistyczne w standardzie GS1 Sprawdź sam
Baner reklamowy - Za kulisami dostawy pewnej przesyłki... Pierwsze tak szczegółowe badanie procesu dostawy kurierskiej. Przeczytaj

Transport czeka na przelewy ponad dwa razy dłużej niż inne firmy usługowe

Transport czeka na przelewy ponad dwa razy dłużej niż w innych firmach usługowych

Wg danych za II kwartał tego roku przewoźnicy czekali na przelew najdłużej w gospodarce – średni czas płatności zapisany na fakturze to 21,9 dnia (realnie miesiąc lub dwa). Firmy z rynku nieruchomości czekają średnio o ponad połowę krócej. 95 proc. firm transportowych wskazuje na niekorzystne zapisy w umowach. Problemem jest nie tylko termin płatności, ale też wykorzystywanie przez zleceniodawców silniejszej pozycji. W I kwartale 2026 r. z międzynarodowego transportu drogowego zniknęły 1234 polskie firmy. Gdyby tempo z pierwszego kwartału utrzymało się przez cały rok, liczba ta mogłaby zbliżyć się do 5 tys. firm. Jest też jednak wielu przewoźników, którzy radzą sobie dobrze i inwestują w nową flotę: od stycznia do czerwca w Polsce zarejestrowano o 26% więcej nowych samochodów ciężarowych r/r.

Przewoźnik czeka na pieniądze prawie dwa razy dłużej niż firmy z rynku nieruchomości

Branża TSL należy do sektorów, które najdłużej czekają na pieniądze z wystawionych faktur. Z danych Faktura.pl za II kwartał 2026 r. wynika, że średni termin płatności zapisywany na fakturach małych i średnich firm wyniósł 13,6 dnia. W transporcie i gospodarce magazynowej było to jednak aż 21,9 dnia, najdłużej w gospodarce.

Różnica jest jeszcze mocniej widoczna, gdy transport porówna się z branżami o niższej bieżącej kapitałochłonności. Firmy związane z obsługą rynku nieruchomości czekają na przelew średnio 10,3 dnia, tyle samo w pozostałej działalności usługowej, a w działalności finansowej i ubezpieczeniowej 9,8 dnia. To oznacza, że przewoźnik czeka na zapłatę ponad dwa razy dłużej niż część firm usługowych. To drastyczna dysproporcja.

W rzeczywistości wygląda to nawet gorzej. Te niespełna 22 dni to wartość średnia zapisana na fakturze. Realnie wiele firm czeka dwa lub trzy miesiące. W tym czasie firma transportowa musi sfinansować z własnej kieszeni wykonanie zlecenia, zanim otrzyma za nie pieniądze. Pieniądze za wykonaną usługę pojawiają się dopiero po kilku tygodniach, a czasem po paru miesiącach. Dla przewoźnika odroczona płatność nie jest więc tylko pozycją w Excelu. To realna dziura w finansach między wykonaniem przewozu a wpływem pieniędzy na konto.

– komentuje Rafał Kozielski, dyrektor komercyjny Finea, firmy specjalizującej się w finansowaniu TSL.

Umowa bez negocjacji, płatność po terminie. Tak wygląda asymetria w transporcie

Problem płynności w branży TSL nie wynika wyłącznie z długich terminów płatności. Nakłada się na niego także nierównowaga w relacjach między przewoźnikami a zleceniodawcami. Z raportu Transport i Logistyka Polska wynika, że 95 proc. firm sygnalizuje niekorzystne zapisy w umowach przewozowych, a ponad 90 proc. badanych często, bardzo często lub zawsze spotyka się z brakiem możliwości negocjowania warunków kontraktu.

W takim otoczeniu rynkowym wydłużone terminy płatności stają się dla przewoźników szczególnie dotkliwe. Ponad 93 proc. firm często, bardzo często lub zawsze spotyka się z terminami płatności wynoszącymi od ponad 30 do 60 dni. 42,3 proc. firm przyznało, że zetknęło się z ustalaniem terminów płatności przekraczających 120 dni od wykonania usługi.

120 dni to naprawdę długo, to aż 4 miesiące czekania na przelew po wykonaniu usługi. Często wynika to z warunków narzucanych przez silniejszego ekonomicznie partnera. Firma realizuje transport, pokrywa wszystkie koszty, a mimo to nie ma większego wpływu na to, kiedy faktycznie dostanie zapłatę. W branży o niskich marżach i wysokich kosztach stałych każda taka zwłoka zwiększa ryzyko utraty płynności.

– mówi Rafał Kozielski z Finea.

Z rynku wypadają kolejne firmy. W tym roku może ich być kilka tysięcy.

Długie terminy płatności byłyby mniej dotkliwe, gdyby przewoźnicy działali w warunkach stabilnych kosztów i wysokich marż. Tak jednak nie jest. Raport Polskiego Instytutu Ekonomicznego „Sektor transportu wobec presji kosztowej i dekarbonizacji” pokazuje, że polska branża TSL stopniowo traci dotychczasowe przewagi konkurencyjne.

Model oparty na niższych kosztach działalności, dużej elastyczności i szybkim reagowaniu na popyt słabnie pod wpływem presji płacowej, niedoboru kierowców, konkurencji spoza Unii Europejskiej oraz rosnących wymagań regulacyjnych.

To widać już w spadającej liczbie podmiotów działających na rynku. Według raportu Polskiego Instytutu Ekonomicznego, w 2025 r. liczba polskich firm funkcjonujących w międzynarodowym transporcie drogowym zmniejszyła się o 1327, a tylko w pierwszym kwartale 2026 r. działalność zakończyły kolejne 1234 firmy.

Dane o podmiotach wypadających z rynku pokazują, że problemem w transporcie nie są już tylko niskie marże. Przewoźnik może mieć zlecenia, samochody i kierowców, ale bez dostępu do kapitału nie sfinansuje kolejnych tras. W TSL gotówka decyduje o tym, czy ciężarówki w ogóle wyjadą na drogę. Dlatego dostęp do kapitału nie jest tylko dodatkiem do strategii finansowej. To jeden z podstawowych warunków dalszego działania firmy.

– zauważa Rafał Kozielski z Finea.

Ropa tanieje o prawie 37%, ale diesel na dystrybutorze o 4%

Koszty, z jakimi niespodziewanie musi mierzyć się branża pokazuje wycena ropy i porównanie jej z cenami na krajowych dystrybutorach. Po memorandum USA–Iran ropa Brent potaniała z 113,88 dolara za baryłkę 3 maja 2026 r. do 72,01 dolara 6 lipca, czyli o 36,8 proc. W tym samym czasie maksymalna cena oleju napędowego w Polsce spadła z 7,31 zł/l do około 7 zł/l (po wycofaniu rządowych dopłat). To oznacza obniżkę o 31 groszy na litrze, czyli o 4,2 proc. Sytuacja odwróciła się jednak w połowie lipca: po ponownej eskalacji wokół Iranu i ograniczeniu ruchu w cieśninie Ormuz ropa Brent przekroczyła 85 dolarów za baryłkę, a średnia cena oleju napędowego w Polsce wzrosła do 7,19 zł za litr.

Dla przewoźnika tankującego 1000 litrów oleju napędowego obecna cena 7,19 zł za litr oznacza zaledwie około 120 zł oszczędności w porównaniu z poziomem 7,31 zł. Tymczasem ropa Brent, mimo ostatniego odbicia, nadal jest o około 25 proc. tańsza niż na początku maja. Gdyby cena paliwa spadła proporcjonalnie, takie tankowanie kosztowałoby o około 1850 zł mniej. Różnica pokazuje, że niższe ceny surowca nie przekładają się automatycznie i natychmiast na koszty tankowania. Przewoźnicy coraz częściej działają pod presją zleceniodawców, banków, leasingodawców, rosnących wymogów regulacyjnych, ale także geopolityki.

– wylicza Rafał Kozielski z Finea.

O ponad ¼ więcej rejestracji nowych ciężarówek w tym roku

Jest jednak część firm, które są w stanie przyspieszać obieg pieniądza, funkcjonować bardziej elastycznie, a nawet inwestować w rozwój. Wg danych Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego w pierwszej połowie 2026 roku w Polsce zarejestrowano r/r o 26% więcej nowych samochodów ciężarowych pow. 3,5 tony. Po części jest to wynik wygaśnięcia niektórych starych homologacji m.in. związanych z normami hałasu czy „czarnymi skrzynkami”. Jednak sam fakt, że wiele firm znajduje środki na odmłodzenie floty jest pozytywny i optymistyczny.

 

Źródło: Brandscope